Voyager
W sumie nie ma miejsc idealnie pięknych -tak samo jak nie ma całkiem brzydkich. Jest tylko to, co w nich chcemy dostrzec. I nawet te wiszące pantalony przy ulicy miały swój urok. Koty - co całkiem oczywiste, jakiekolwiek by nie były. Poprzewracane płoty przy chatkach zrobionych prawie z papy..
Ale i tak było po stokroć piękniej niż w Lizbonie :)
Miasto stoi samotnie wśród pól Andaluzji. W zasadzie wyłania się nagle jak wielki, jasny głaz. Trudno wtedy zgadnąć co to takiego.
Dopiero po chwili widać, że są to mury obronne, że jakieś miasto, a jeszcze później, że miasto to jest (było) potęgą.
A naokoło?
Wysychająca miejscami rzeka, pola, chaszcze..
Wylegujące się koty, pasące się owce..
Cabo da Roca czyli koniec pewnego świata. Kiedyś Europejczycy wierzyli, że dalej już nie ma nic. Potem wierzyli, że jednak coś musi być. Aż doszliśmy do momentu, gdy stojąc na najbardziej wysuniętym na zachód kawałku kontynentu, wierzymy, że świat naszego poznania nie ma granic :)
(Źródło: plus.google.com)
Czy można wpatrywać się w ocean godzinami? Można :)
Tym bardziej w miejscu, które kiedyś dumnie nazywało się “Końcem Świata” czyli - w przekładzie na dzisiejszą wiedzę - najbardziej wysuniętym krańcem Europy.
A gdyby jeszcze dodać, że nad tą panoramą pieczę trzymał potężny krzyż - boskim emocjom nie było końca :)
Porec jest idealny do zdjęć w HDR.
Porec jest pastelowy, a kolory budynków idealnie komponują z błękitem nieba i Adriatykiem. Nie wiem dlaczego, ale będąc tam wydawało mi się, że jestem w jakimś nierealnym świecie.
Zresztą zobaczcie sami :)
(Źródło: plus.google.com)
Fatima ma w sobie jakiś magnetyzm i paranormalną energię.
Powiedzenie „czas się przestał liczyć” jest jak najbardziej adekwatne do tego co czułam siedząc na schodach Sanktuarium.
Mogłabym tak siedzieć, siedzieć i siedzieć. Bez żadnej niecierpliwości, że przede mną jeszcze długa droga i właśnie czasu brak. Mogłam patrzeć na ludzi przynoszących swoje świece i zapalających świece, które zgasły, a które ktoś zostawił z prośbą o modlitwę.
Tak długo jak świece się palą – tak długo modlitwa trwa.
(Źródło: plus.google.com)
Gdyby ktoś mi powiedział, że zdziwią mnie góry nie uwierzyłabym.
Mało naoglądałam się rodzimych Sudetów czy osławionych Alp z ponurym i depresyjnym Matterhornem?
W sumie przez te obrazki, gór nie kochałam. Były, podziwiałam je, ale zawsze uciekałam jak najdalej od nich. Było w nich mimo wszystko coś mrocznego..
(Źródło: mebaisogfoto.blogspot.com)
Podobno Bóg tworząc ziemię zgubił worek kamieni. Worek ten spadł w jedno miejsce i rozsypał całą swoją zawartość na Bośnię i Hercegowinę. Gdyby ktoś nie wierzył, niech odwiedzi tą krainę.
Patrząc z lotu ptaka wydaje się, że są to ruiny czegoś. Jakieś pamiątki po dawnych budowlach, które uświetniały setki a może tysiące lat te tereny. Pomyślałam wtedy: będzie co zwiedzać, będzie na co patrzeć, w końcu do starej Grecji jest tylko rzut kamieniem. Do starego Rzymu jakby przez morze więc o wpływy tych kultur będę potykać się co krok.
(Źródło: plus.google.com)
Góry strzępiaste, pofałdowane, niesamowite. Czarne w nocy, niebieskie w dzień. Niby nic wielkiego, ale ich ogrom zobaczyłam dopiero będąc na wysokości. Na dole widać było tylko małe, migające punkciki.
Garda Sea :)
To był Park.
Zupełnie inny niż Park Plitwicki.
Tamten był jasny, czysty, przejrzysty, w chłodnych orzeźwiających barwach
Ten – prawie jesienny mimo tego, że był maj.
Skąpany we mgle, która rozlała się po poprzedzającej ją burzy.
Zatopiony w białej wacie jakby wynurzał się ze snu..
(Źródło: plus.google.com)